Nowy numer "Łowca

Gdzie sadzić remizy

Myśliwy i leśnik ze Złotowa napisał tekst o kłopotach ze znalezieniem terenów pod zadrzewienia, które nieobce są również uczestnikom akcji "Ożywić pola". Publikujemy go jako głos w dyskusji nad sposobami jak najsprawniejszego organizowania terenów pod nowe remizy.


Temat remiz śródpolnych. Temat znany i widoczny w niemal każdym z numerów "Łowca Polskiego", połączony z głośną akcją "Ożywić pola". Przyglądam się tej akcji od dawna i dobrze wiem, że artykuły na temat sadzenia remiz zamieszczane w "Łowcu", uzupełniane pismami z Zarządu Głównego lub okręgowego PZŁ, za każdym razem znajdują reakcję w chętnym do działania środowisku myśliwych. Ciągle jednak powraca pytanie - gdzie? Gdzie sadzić wspomniane remizy?

Bez leśników trudno
Z analizy opatrzonych zdjęciami artykułów i sprawozdań z przeprowadzonych prac w ramach akcji "Ożywić pola" w minionych latach widać przecież jednoznacznie, że część nasadzeń dokonywana była na skrajach lasu. I nic dziwnego, bo gdzie znaleźć grunt, na którym można przeprowadzić tego typu działania, jeśli nie w zasobach Lasów Państwowych. Z doświadczenia wiem, że zdecydowana większość inicjatyw związanych z zakładaniem różnego rodzaju poletek łowieckich i poprawą warunków bytowania zwierzyny opiera się właśnie na bardzo dobrej współpracy z Lasami Państwowymi, które udostępniają na te cele swoje grunty.

Jednostki LP w swojej działalności zawsze dbały, a obecnie w jeszcze większym zakresie dbają o zwiększanie bioróżnorodności, tworzenie ekotonów, wprowadzanie drzew owocodajnych itp. Dopuszczenie kół łowieckich do tego typu przedsięwzięć jest ukłonem w stronę myśliwych, by mieli gdzie realizować statutowe zapisy i ma wielokrotnie charakter propagandowy i statystyczny, ponieważ podobne działania i tak byłyby wykonane przez leśników.

Może unia pomoże
Więc gdzie sadzić remizy, jeśli nie na terenach leśnych? Wykorzystanie gruntów prywatnych nie jest łatwe, pisano o tym w lipcowym "Łowcu". W uzupełnieniu chciałbym tylko dodać, że pewnym światełkiem w tunelu, jakie dostrzegam przynajmniej na własnym terenie, są zalesienia gruntów porolnych realizowane przez rolników głównie w oparciu o "unijne rekompensaty". Będą to docelowo powierzchnie leśne, w większości dostępne dopiero po zdjęciu płotów, jednak ze względu na ich rozrzucenie wśród pól i niekiedy stosunkowo niewielką powierzchnię niewątpliwie urozmaicą krajobraz polny, stanowiąc pewną alternatywę dla remiz.

Szukajmy dalej. Zasoby gminne? I te kurczą się w szybkim tempie. Potrzeby lokalnych samorządów niedostatecznie wsparte przez państwo i pieniądze unijne zmuszają do sięgania po własne zasoby gruntowe. Czasami jednak warto przekonać wójta i radę gminy, by jakiś kawałek gruntu położony wśród pól wydzierżawić kołu łowieckiemu, zagospodarować na koszt koła lub jak to zrobiła gmina, na terenie której mieszkam, na koszt gminy założyć remizę śródpolną.

Działanie takie może w przyszłości stanowić ważny argument w negocjacjach z "ekologami" protestującymi przeciw niezbędnym nieraz wycinkom drzew przy okazji różnych inwestycji na terenie gminy.
Również drogi gminne położone wśród pól, zwykle wąskie, przyorane ile się tylko da, na mapach geodezyjnych stanowią kilku- lub kilkunastometrowe pasy, które wystarczą na porządną drogę i pas krzewów po obu stronach. Trzeba tylko ponieść koszty geodezyjnego odtworzenia granic, na które w gminach zwykle brakuje pieniędzy, a być może koła łowieckie mogłyby to udźwignąć. Istnieje także możliwość wynegocjowania z właścicielami pól udostępnienia takiego pasa, posiłkując się dostępnymi mapami czy fotomapami.

Ostatnie źródło gruntów, jakie chciałbym opisać, to właściwie ocean, wysychający co prawda w tempie ponad 100 tys. ha rocznie, ale nadal obejmujący ok. 2,5 mln ha. Chodzi o zasoby Własności Rolnej Skarbu Państwa zarządzane przez Agencję Nieruchomości Rolnych. W tym obszarze trzeba już szukać rozwiązań systemowych.

Działać musimy razem
Jeżeli chcemy mówić o szerokim programie restytucji zwierzyny drobnej i zapewnieniu jej warunków bytowania w dłuższej perspektywie czasu, to trzeba zadbać, by instytucje rządowe i władze łowieckie wspólnie podjęły działania w celu wydzielenia z państwowych przecież gruntów powierzchni niezbędnych dla prawidłowej gospodarki łowieckiej i szeroko pojętej ochrony przyrody.

Tak jak ma to miejsce w przypadku samorządów, którym przekazywane mogą być grunty przeznaczone na cele publiczne. Geodezyjne wydzielenie z zasobów agencji obszarów w postaci pasów, niewielkich remiz, oczek, okrajków czy różnego rodzaju nieużytków powinno uwzględniać ich przyszłą funkcję. Czy grunty te pozostałyby dalej w zasobach państwowych i podlegały dzierżawie kołom łowieckim, czy przekazane zostałyby samorządom z tym samym przeznaczeniem, jest sprawą drugorzędną. Istotne jedynie jest wyłonienie tych obszarów, zanim zostaną one sprzedane.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z kosztów takich operacji. Można by jednak zacząć np. od powierzchni przygotowywanych do sprzedaży, gdzie wejście geodetów zazwyczaj i tak jest niezbędne. Pomoc urzędów wyższego szczebla będzie konieczna choćby z uwagi na opór dzierżawców czy potencjalnych nabywców przed wyłanianiem z bezmiaru pól jakichś obiektów przyrodniczych. Czytając w prasie wypowiedzi znanych polityków i naukowców, którzy zapewniają, że są świadomi złego stanu zwierzyny drobnej i deklarują swe poparcie dla różnorakich inicjatyw mających to zmienić, można mieć nadzieję, że może ktoś nam tej pomocy udzieli.

Piotr Lach


 
Ożywić pola 2008 - Rok cietrzewia. © Łowiec Polski 2008

kliknij aby przejść do strony Polskiego Związku Łowieckiego kliknij aby przejść do strony Lasów Państwowych kliknij aby przejść do strony NFOSiGW